„Piłeś? Nie zjeżdżaj” czy „Piłeś? Nie zapinaj nart” to hasła, za pomocą których brytyjskie MSZ ma zamiar walczyć z plagą pijanych narciarzy i snowboardzistów. Plakaty i broszury mają pojawić się w miejscach najbardziej zagrożonych przez pijanych narciarzy - na górskich stacjach narciarskich we Włoszech, Francji i Szwajcarii.
Instruktorzy narciarstwa z prowincji Trydent na północy Włoch alarmują, że cudzoziemcy z Polski, Rosji, Czech i Węgier piją najwięcej. Jakby tego było mało organizują „konkursy”, kto przed zjazdem wypije najwięcej. Wystąpili oni przeciwko schroniskom, w których sprzedaje się bez ograniczeń alkohol. W rezultacie narzuca się „modę” picia po dotarciu na szczyt, przed zjazdem na nartach. Instruktorzy alarmują, że pijani narciarze są zagrożeniem dla samych siebie oraz innych użytkowników tras narciarskich. Według instruktorów duże grupy zagranicznych turystów piją najwięcej i organizują niebezpieczne konkursy. Następnie nietrzeźwi w grupach ruszają w dół.
To właśnie do wszystkich tych, którzy przypinają narty lub snowboard po wypiciu kilku głębszych jest skierowana akcja brytyjskiego MSZ. Broszury i plakaty informują o skutkach i niebezpieczeństwie, jakie ze sobą niesie picie alkoholu. Procenty działają szybciej na dużych wysokościach. Zmniejsza się szybkość reagowania, zwiększa się chęć do ryzykowania. Narciarze i snowboardziści mający we krwi kilka promili stają się niebezpieczni dla otoczenia. Sami również mogą wyrządzić sobie krzywdę.
W ubiełym roku 70% narciarzy uległo wypadkom po wypiciu alkoholu. Dlatego nie dziwi akcja ministrów z Wielkiej Brytanii, ani chęć wprowadzenia alkomatów na stokach.
Nie tylko w zachodnich kurortach pojawia się problem pijanych narciarzy i snowboardzistów. W Polsce również mamy do czynienia z tą plagą. Jednak polski rząd postanowił się wycofać z restrykcyjnego przepisu, który już od tego sezonu zimowego miał zakazać jazdy na nartach po wpływem alkoholu.
Czy to dobre posunięcie polskiego rządu? Na pewno oddali od barów przy stokach widmo prohibicji i pozwoli właścicielom zarobić porządne pieniądze. Jednak utrzymanie bezpieczeństwa na stokach będzie coraz trudniejsze. A przecież miłośnicy białego szaleństwa to zawodowcy i amatorzy, dorośli i dzieci. Po co psuć sobie zimowy urlop? Dbajmy o bezpieczeństwo swoje i innych.





























