Małysz tłumaczy, że dla niego najważniejsze było oddanie dwóch niezłych skoków. Pierwszy zapewnił mu trzecia lokatę, a drugi srebrny medal. -Pierwszy skok dał mi dużo. Byłem trzeci i wiedziałem, że jest szansa. W drugim skoczyłem nieźle, choć nie wiedziałem, jak spisali się inni. A czekałem dosyć długo, bo not nie pokazywali. Kiedy się pojawiły wiedziałem, że prowadzę i na pewno mam medal. To było coś! Później jeszcze „Michi" (Uhrmann) zepsuł skok. Albo inaczej, skoczył nieźle, ale nie na tyle, żeby mnie wyprzedzić. Stanąłem na drugim stopniu podium-stwierdził Małysz.
Małysz ma nadzieje, że dzięki zdobyciu srebrnego medalu zamknie usta tym, którzy w niego nie wierzyli. -Mam nadzieję, że ten medal rozpoczął to, co ciągle słyszałem za plecami. Mówili, że skoczkowie zaczynają igrzyska i jak ja stanę na podium, to worek medalowy się rozwiąże. I stanąłem-wyjaśnia „Orzeł z Wisły”.
Polski zawodnik przyznaje, ze do igrzysk przygotował się solidnie i nie ma sobie nic do zarzucenia, bo nic nie zaniedbał i nie zawalił. Co prawda miał chwile zwątpienia jednak starał sobie z tym radzić. -Kiedy było źle, wspominałem to, co było dobre. Sukcesy. Przypominałem też sobie kibiców i wtedy chęć do skakania, pracy i treningów wracała. Ostatnio na duchu podtrzymywali mnie trener Hannu Lepistö, jego asystent Robert Mateja i serwismen Maciek Maciusiak. Im go dedykuję i dziękuję za bardzo ciężką pracę. Ale to Finowi zawdzięczam najwięcej. Właściwie wszystko, co jest związane z tym medalem-stwierdza polski skoczek narciarski.
Polak jest zadowolony ze współpracy z Hannu Lepistö, którego uważa za znakomitego trenera. -Rozumiemy się doskonale, właściwie bez słów. Cenię go za to, że umie mnie słuchać i, kiedy go przekonam, dam dobre argumenty, potrafi zmienić zdanie-wyjaśnia Małysz.
Adam Małysz przyznaje, że każde igrzyska są inne, podobnie, jak zdobyte medale i wzruszenia. Jednak jak tłumaczy po raz kolejny udało mu się udowodnić, że wiara i ciężka praca przynoszą efekty i sukcesy. -Każdy medal okupiony jest bardzo ciężką pracą, ogromnymi wyrzeczeniami. To nie jest zagraniczna wycieczka i dwa czy trzy skoki-stwierdza Małysz.
„Orzeł z Wisły” uważa, że po zdobyciu srebra łatwiej mu będzie walczyć o złoty medal na dużej skoczni. -Zaraz po skoku powiedziałem Maćkowi Maciusiakowi, że kamień spadł mi z serca. I dodałem: „zobaczysz, na dużej będzie mi łatwiej skakać". Medal zdobyłem, cel osiągnąłem. Wiadomo, że każdy chce złota. Teraz postaram się udowodnić, że ten medal nie był przypadkiem-stwierdza Adam Małysz.





























