- Zostało nam jeszcze kilka problemów do rozwiązania. Jak się z nimi uporamy, będzie walczył o medale-tłumaczy Lepistoe. - Musimy wykorzystać rezerwy w sprzęcie, poeksperymentować. Kombinezon, który nam przywieziono do Austrii, nie był uszyty na Małysza. W poniedziałek Adam sam pojechał do producenta, żeby nie było już nieporozumień, i następny był odpowiedni. Przygotowanie nowego stroju pochłania nas teraz najbardziej. Wiemy, że pod tym względem zostaliśmy za czołówką-dodaje.
- Wiemy, że konkurencja wymyśliła coś, czego nam brakuje. Ciągle tego szukamy. Do Austrii się nie porównujmy. Tam związek ma tunel aerodynamiczny, komputery, które robią symulacje. Oni mogą codziennie pracować nad strojami, sprawdzać swoje pomysły od razu, tu coś dodać, tam ująć. My się w to bawimy trochę na zasadzie zgadywanki - dodaje Fin.




























