- Mam nadzieję, że jeszcze rok-dwa potrenuje. Do igrzysk w Soczi nie, bo to dla niego za długo. Nawet go nie będę namawiał. W saneczkach czy bobslejach można startować do czterdziestki, ale nie w biatlonie. Rozmawiałem z nim wstępnie na ten temat i mówił, że fizycznie czuje się świetnie. I może dalej biegać. Jeśli nie skończy kariery, będzie trenował poza kadrą Polski, indywidualnie-wyjaśnia Bondaruk.
Szkoleniowiec przyznaje, że sam też chce odejść, ale pomimo tego Tomasz Sikora będzie mógł na niego dalej liczyć, ponieważ on go bardzo lubi i ceni. - Zaproponowałem mu, że nawet jeśli odejdę, będzie mógł na mnie liczyć w każdej chwili. Pomogę mu w przygotowaniu planów treningowych, zgrupowań, współpracy ze sponsorami, testowaniem nabojów. Sam by sobie nie dał rady. I nawet nie poproszę Związku, by mi za to płacił. Zrobię to społecznie, bo bardzo cenię Sikorę. Nigdy między nami nie było nieporozumień czy konfliktów. To świetny, chętny do współpracy chłopak. Żal mi będzie zostawiać polski biatlon-tłumaczy trener polskiego biathlonisty.
Zdaniem Bondaruka po odejściu Sikory nie będzie nowych zawodników, tak utalentowanych, jak jego wychowanek. - Nie widać. Na ostatnich mistrzostwach świata juniorów w Szwecji polscy biatloniści nie istnieli. Kogoś takiego jak Tomek, do igrzysk w Soczi na pewno nie będzie-stwierdził trener Sikory.
Tomasz Sikora wstrzymuje się na razie z decyzją o zakończeniu kariery i uzależnia ją od dalszych wyników w PŚ. Polak ma nadzieję, że będą one lepsze od tych, które miał na olimpiadzie w Vancouver. - Mówiłem, że igrzyska nie będą decydowały o mojej dalszej karierze. Dużo będzie uzależnione od startów w zawodach Pucharu Świata. Myślę, że teraz już będzie dobrze, bo doszedłem do siebie - przyznał Sikora.





























