-Chcę pojechać do Kanady. A jeśli już się jedzie na taką imprezę jak igrzyska olimpijskie, to po medal – stwierdza stanowczo Jagna Marczułajtis.
Polka długo nie startowała w żadnych zawodach. Jak sama przyznaje ten czas poświeciła na rozkręcenie swojej szkoły narciarsko-snowboardowej w Witowie koło Zakopanego. Obecnie wraca, aby pokazać się z jak najlepszej strony na Olimpiadzie w Vancouver i udowodnić, że jest w formie.
-Teraz jednak zaczynam wszystko praktycznie od nowa. Znowu pracuję na swoje nazwisko. To, co było kiedyś, jest zapisane w historii, a teraz czas na nowe wyzwania. A że nie słychać zbyt wiele? Ja nie narzekam. Mogę w ciszy i spokoju przygotowywać się do sezonu. Z drugiej strony, na siedem startów, cztery razy byłam na pudle. Punkt widzenia zależy więc od punktu siedzenia. Ja zwyczajnie robię swoje. Zależy mi na tym, żeby wystartować w igrzyskach olimpijskich w Vancouver-tłumaczy polska snowboardzistka.
Jagnie Marczułajtis życzymy udanych startów na Olimpiadzie.





























